Głosowanie w pierwszej turze przedterminowych wyborów prezydenckich w Krakowie wygrał Łukasz Gibała z komitetu Kraków dla Mieszkańców, który uzyskał poparcie 36,38 proc. W drugiej turze zaplanowanej na 11 października Gibała zmierzy się z senator Moniką Piątkowską, która uzyskała 29,91 proc. Frekwencja w niedzielnych wyborach wyniosła 43,50 proc.
Jak opisywaliśmy na Gazeta.pl, oficjalne wyniki przedterminowych wyborów prezydenckich w Krakowie, które podała Państwowa Komisja Wyborcza po zliczeniu głosów z wszystkich lokali, nie zmieniły stosunku z pierwszych sondaży, ale pod względem szczegółowych wyników znacznie się od nich różnią.
Sondaż exit poll przeprowadzony przez Ipsos dla TVP, TVN i Polsatu wskazywał w niedzielny wieczór na zwycięstwo Gibały z wynikiem 36,6 proc. głosów. Według exit pollu Piątkowska uzyskała wynik 24,4 proc. - o ponad 5 punktów procentowych niższy niż ostateczny. Różnice widać było także w rezultatach innych kandydatów, ale to szacunki dotyczące kandydatki KO i PSL wzbudziły najwięcej emocji.
- Analiza wyników cały czas trwa. (Największe rozbieżności) dotyczą pani Piątkowskiej, bo reszta wyników przy próbie Krakowa wyszła nieźle lub dobrze. To samo, jeśli chodzi o frekwencję. Przed badaniem szacowaliśmy, że zrealizujemy 5 tysięcy ankiet i frekwencja będzie w granicach 41 proc. To też idealne założenie przed badaniem. Po próbie widać, że została dobrze wylosowana, bo wyniki late poll są plus minus poniżej punktu procentowego dla każdego kandydata - mówił w rozmowie z Gazeta.pl Paweł Predko.
Dyrektor operacyjny Ipsos przyznaje, że najbardziej prawdopodobnym powodem tak dużej rozbieżności między pierwszymi wynikami Piątkowskiej a oficjalnymi danymi PKW była zmiana zachowań wyborczych. Podkreślił jednocześnie, że "każdy punkt w Krakowie był skontrolowany".
- Kontrolerzy sprawdzali pracę ankieterów i to, jak pracują. W tym przypadku nie było żadnych błędów. Naszą pierwszą hipotezą jest, że zmienił się profil osób, które odmawiają udziału w badaniu. Był w miarę stabilny przez ostatnie 10 lat naszych badań exit poll, natomiast w Krakowie dał zupełnie odwrotne efekty. Musimy to przeanalizować i uwzględnić w kolejnych badaniach - podkreślił.
- Wygląda na to, że nasze modele rozkładu odmów, które dobrze działały podczas wyborów prezydenckich w ubiegłym roku czy w Krakowie dwa lata temu, gdzie wyniki szacowaliśmy dokładnie tymi samymi metodami, w tym przypadku dały odwrotny efekt. Pani Monika Piątkowska w badaniu exit poll miała zaniżony wynik, co jest niespodziewane, jeśli chodzi o odmawiających - dodał.
Na potrzeby wyników exit poll ankieterzy proszą wyborców o wypełnienie ankiety. - Około 20 proc. - a w tym przypadku 18 proc. - nie chce wziąć udziału w badaniu. Z reguły jest tak, że wyborcy Koalicji Obywatelskiej nie odmawiają udziału w nadaniu. Tym razem mieliśmy do czynienia z innym zachowaniem. Musimy więc przeanalizować i dopracować modele, bo najwyraźniej ten się zmienił - podkreśla dyrektor operacyjny Ipsos.
Wcześniej do wyników exit poll odniósł się Roman Giertych. "Kompromitacja IPSOS. Po co jeszcze ktoś płaci za sondaże tej firmy? Zaniżyli wynik kandydatki KO o 6 punktów procentowych w sondażu exit poll. To jest absurdalna pomyłka. Spowodowali, że działacze PiS przez cały wieczór komentowali wynik 20%, a wyszło 17%, a Razem cieszyła się z 8.7%, a wyjdzie ponad 6%. To kolejna wtopa tej firmy" - skomentował w serwisie X polityk KO.
Źródło: wiadomosci.gazeta.pl
Zaloguj się, aby dodać komentarz.
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!