Jezioro Strzeszyńskie ma w sobie coś z paradoksu. Leży w granicach półmilionowego miasta, a wygląda jak jezioro wyrwane z pojeziernej głuszy. Otoczone grądowymi lasami, z linią brzegową ciągnącą się przez cztery i pół kilometra, ze stromymi zboczami porosłymi starymi bukami i dębami – sprawia wrażenie, jakby ktoś wziął kawałek Drawskiego Pojezierza i przeniósł go na obrzeża Poznania. Tyle że do najbliższego przystanku komunikacji miejskiej jest stąd kilkaset metrów, a po lodach można skoczyć do pobliskiej lodziarni, nie wsiadając w samochód.
Powierzchnia jeziora to nieco ponad trzydzieści trzy hektary – nie jest więc wielkie, ale głębokość robi wrażenie. Prawie osiemnaście metrów w najgłębszym punkcie to parametr, który mógłby zaimponować niejednemu jezioru na Pojezierzu Wielkopolskim. To właśnie ta głębokość sprawia, że woda w Strzeszynku ma tak charakterystyczny kolor – ciemnozielony, niemal szmaragdowy w słoneczne dni, z przejrzystością, o którą miejskie jeziora zwykle mogą tylko pomarzyć. Jezioro ma charakter polodowcowy – powstało kilkanaście tysięcy lat temu, gdy cofający się lodowiec skandynawski pozostawił na Pojezierzu Poznańskim zagłębienia wypełnione stopioną wodą. To czyni je jednym z najstarszych naturalnych elementów krajobrazu w dzisiejszym Poznaniu – starszym od miasta o tysiące lat.
Strzeszyńskie to nie byle jaki zbiornik – jest źródłem Bogdanki, rzeki, która stanowi kręgosłup tak zwanego zachodniego klina zieleni Poznania. Kliny zieleni to urbanistyczny wynalazek, którym Poznań może się szczycić: pasy terenów przyrodniczych wcinające się z peryferiów głęboko w tkankę miejską, niczym zielone palce wciśnięte między bloki i ulice. Bogdanka wypływa ze Strzeszyńskiego i płynie na południowy wschód, przecinając miasto aż do Warty, a jej dolina tworzy naturalny korytarz ekologiczny. Dzięki temu jezioro nie jest odizolowaną plamą wody na mapie, lecz sercem całego systemu przyrodniczego – punktem, z którego życie rozlewa się po zachodniej części miasta.
Jedynym dopływem zasilającym jezioro jest Rów Złotnicki, który odwadnia tereny rolnicze i zabudowania gminy Suchy Las. Zlewnia bezpośrednia jeziora ma powierzchnię stu trzydziestu trzech hektarów, z czego około sześćdziesiąt procent to lasy, a trzydzieści pięć procent stanowią grunty orne i łąki. Ta proporcja – więcej lasu niż pola – jest jednym z powodów, dla których Strzeszyńskie zachowało lepszą jakość wody niż większość jezior w aglomeracji poznańskiej. Las działa jak naturalny filtr, wyłapując zanieczyszczenia, zanim dotrą do wody. To właśnie ta relacja między jeziorem a otaczającym go krajobrazem stała się kluczowa, gdy ekosystem akwenu znalazł się w kryzysie.
W 2010 i na wiosnę 2011 roku Rów Złotnicki zaczął dostarczać do jeziora niepokojąco duże ilości zanieczyszczeń – głównie azotanów i fosforanów, spłukiwanych z pól uprawnych i terenów zabudowanych. Efekt był dramatyczny i natychmiastowy. Jezioro, które przez dekady utrzymywało się w dobrej kondycji ekologicznej – w stanie tak zwanej mezotrofii, czyli umiarkowanego bogactwa w substancje odżywcze – w ciągu kilku miesięcy przeskoczyło do eutrofii. Tafla wody pokryła się zakwitami glonów i toksycznych sinic. Ryby zaczęły śnąć. Od głębokości siedmiu metrów woda była odtleniona, a z dna unosił się charakterystyczny, obezwładniający zapach siarkowodoru.
Szczególnie groźne okazały się masowe zakwity pikocyjanobakterii – mikroskopijnych organizmów, których toksyny mogą wywoływać podrażnienia skóry, problemy żołądkowe, a w skrajnych przypadkach poważniejsze zatrucia. Sezon kąpielowy 2011 roku praktycznie nie istniał. Kąpielisko zamknięto, a poznaniacy – przyzwyczajeni do letnich weekendów nad Strzeszynkiem – musieli szukać alternatyw. Reakcja mieszkańców była gwałtowna i, co ważniejsze, skuteczna. Lokalne stowarzyszenia, rady osiedli, ekolodzy i władze gminy Suchy Las wspólnie z miastem zaczęli szukać przyczyn i rozwiązań.
Na początku 2012 roku przeprowadzono zabiegi rekultywacyjne z użyciem koagulantu żelazowego, który wiązał fosfor mineralny rozpuszczony w wodzie. Rok później, w 2013, w najgłębszym punkcie jeziora zainstalowano aerator napędzany siłą wiatru – urządzenie, które wymusza cyrkulację wody, dostarczając tlen do warstw przydennych. W 2018 roku podjęto kolejny krok: w dolinie Rowu Złotnickiego wybudowano zbiornik retencyjny z filtrem gruntowo-roślinnym. To rozwiązanie oparte na naturze – woda z rowu przepływa przez system roślinności wodnej, która wyłapuje biogeny, zanim te dotrą do jeziora. Cała operacja uratowania Strzeszynku to jeden z ciekawszych przykładów współpracy mieszkańców, samorządu i naukowców w walce o ekologię miejską.
Jezioro Strzeszyńskie to nie tylko kąpielisko. Dla przyrodników jest miejscem wyjątkowym – i to dosłownie jedynym w swoim rodzaju w granicach Poznania. Przy północno-zachodnim brzegu rozległe skupiska tworzy kłoć wiechowata, okazała roślina szuwarowa o sztywnych, piłkowanych liściach, które potrafią boleśnie pokaleczyć nieostrożnego spacerowicza. To jedyne stanowisko tego gatunku w całym Poznaniu – informacja, która może nie elektryzuje laika, ale botaników wprawia w autentyczny entuzjazm. Kłoć wiechowata to gatunek charakterystyczny dla jezior mezotroficznych, więc jej obecność jest żywym dowodem na to, że mimo kryzysu z 2011 roku ekosystem Strzeszyńskiego wciąż zachowuje cechy zbiornika o podwyższonej wartości przyrodniczej.
W płytkich zatokach kwitną grzybienie białe, tworząc w lipcowe poranki obrazki rodem z impresjonistycznego malarstwa. W wodach jeziora stwierdzono też obecność rogatka krótkoszyjkowego – niepozornej rośliny wodnej, będącej wskaźnikiem dobrej jakości wód. Strome zbocza otaczające akwen porastają lasy grądowe – wielogatunkowe zbiorowiska leśne z dębem, grabem, lipą i klonem, które w Polsce środkowej należą do najbardziej zróżnicowanych biologicznie typów lasu. Jesienią te stoki zamieniają się w eksplozję barw, a spacer wokół jeziora staje się wędrówką przez wszystkie odcienie złota, miedzi i szkarłatu.
Na terenie przylegającym do kąpieliska działa park rzeźby i obiektów artystycznych. Plenerowe instalacje rozstawione wśród drzew towarzyszą spacerowiczom przez cały rok, a każda z nich opatrzona jest tablicą z pytaniami prowokującymi do samodzielnej interpretacji. To galeria bez ścian i biletów, w której tłem dla sztuki jest las i woda. W okolicach jeziora działają też scena plenerowa i lokalny dom kultury, organizujące latem koncerty, warsztaty i pokazy filmowe pod gołym niebem – letnie wieczory nad Strzeszynkiem mają w sobie coś z festiwalowej atmosfery, choć bez festiwalowych tłumów i cen biletów.
Kąpielisko miejskie przy ulicy Koszalińskiej to flagowy obiekt rekreacyjny Poznania. Trawiasto-piaszczysta plaża, strzeżona w sezonie letnim przez ratowników, pomieści do siedmiuset osób – co w gorące weekendy okazuje się liczbą zdecydowanie niewystarczającą. Strefa kąpielowa podzielona jest na dwie części: płytszą, oznaczoną czerwonymi bojami, z głębokością do metra dwudziestu, oraz głębszą, wydzieloną żółtymi bojami, gdzie woda sięga czterech metrów. Kąpielisko wyróżnia się na tle wielu polskich plaż dostępnością dla osób z niepełnosprawnościami – do dyspozycji jest wózek plażowy-amfibia o dużej wyporności, umożliwiający swobodne poruszanie się po piasku i wejście do wody.
Wokół kąpieliska rozwinęła się infrastruktura rekreacyjna: wypożyczalnia sprzętu wodnego, boiska, plac zabaw, siłownia zewnętrzna i punkty gastronomiczne. Nad jeziorem odbywa się też ścieżka edukacyjna prezentująca lokalną florę – łączka z opisanymi gatunkami roślin typowymi dla okolic jeziora. Z pontonu można wypłynąć na środek akwenu kajakiem lub rowerem wodnym i zobaczyć jezioro z perspektywy, która nie jest dostępna ze spacerowej ścieżki – ciszę przerywają tu tylko kaczki i odgłosy wioseł.
Strzeszynek najpiękniejszy jest wczesnym rankiem w czerwcu, kiedy słońce dopiero wstaje, a na wodzie leży jeszcze delikatna warstwa mgły. Sezon kąpielowy trwa zwykle od początku czerwca do początku września, a kąpielisko czynne jest od dziesiątej do osiemnastej. Dojazd z centrum Poznania autobusem zajmuje kilkanaście minut – wysiada się w dzielnicy Strzeszyn i dalej idzie kilkaset metrów leśną ścieżką. Rowerem od Starego Rynku to niecałe pół godziny. Warto pamiętać, że obwód jeziora liczy cztery i pół kilometra – na pełen okrążenie potrzeba mniej więcej godziny spokojnego spaceru, więcej, jeśli po drodze kusi ławka z widokiem na wodę. A kusi niemal na każdym kroku.
Źródło: tenpoznan.pl
Zaloguj się, aby dodać komentarz.
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!