Od kilku dni w lokalnych mediach społecznościowych pojawiają się kolejne informacje o groźnych incydentach z udziałem psów. Pogryzienie kobiety przy sklepie na ulicy Wschodniej, wcześniej dramatyczny atak amstaffa na niewielkiego psa podczas wieczornego spaceru. Jako mieszkaniec Lubonia, który sam nie posiada psa, obserwuję te wydarzenia z rosnącym niepokojem.
Nie chodzi o wzbudzanie paniki ani o potępianie wszystkich właścicieli psów. W naszym mieście żyje wielu odpowiedzialnych opiekunów zwierząt, którzy przestrzegają zasad bezpieczeństwa i dbają o komfort innych mieszkańców. Problem pojawia się wtedy, gdy odpowiedzialność ustępuje miejsca lekkomyślności.
Wszyscy bez wyjątku mamy prawo czuć się bezpiecznie na chodnikach, parkingach, osiedlowych uliczkach czy terenach zielonych. Rodzice spacerujący z dziećmi, seniorzy wychodzący na zakupy, inni prowadzący swoje psy na smyczy. Nikt nie powinien zastanawiać się, czy za chwilę nie zostanie zaatakowany przez zwierzę pozostawione bez odpowiedniego nadzoru.
Szczególnie niepokojące są relacje świadków, z których wynika, że po niektórych zdarzeniach zabrakło elementarnej reakcji ze strony właścicieli. Nawet jeśli okoliczności wymagają wyjaśnienia przez odpowiednie służby, jedno jest pewne, po wypadku pierwszym odruchem powinna być pomoc poszkodowanemu, a nie oddalenie się z miejsca zdarzenia czy szukanie usprawiedliwień.
Chciałbym również zwrócić uwagę na szerszy problem związany z odpowiedzialnością za zwierzęta. Regularne szczepienia przeciwko wściekliźnie powinny być bezwzględnym standardem, a nie jedynie ustawowym obowiązkiem. Równie ważne jest chipowanie psów, które znacząco zwiększa szanse na szybkie odnalezienie zwierzęcia w przypadku ucieczki lub zaginięcia.
Niepokojącym zjawiskiem jest także coraz częstszy widok psów poruszających się bez opieki właściciela. W przestrzeni publicznej zdarzają się również sytuacje, w których duże i silne psy prowadzone są bez kagańca, mimo że znajdują się w miejscach uczęszczanych przez mieszkańców. Dotyczy to szczególnie parków, osiedli, chodników oraz terenów rekreacyjnych, gdzie codziennie przebywają dzieci, seniorzy i inni właściciele zwierząt.
Wielu opiekunów przekonuje, że ich pies jest łagodny i „nikomu nic nie zrobi”. To argument, który najczęściej pojawia się po incydentach, gdy jest już za późno na zapobieganie skutkom. Tymczasem nawet najlepiej ułożone zwierzę może zareagować instynktownie pod wpływem stresu, strachu, bólu lub nagłego bodźca. Odpowiedzialny właściciel nie zakłada, że problem nigdy się nie wydarzy – podejmuje środki ostrożności właśnie po to, aby do niego nie dopuścić. Czasem wystarczy kilka sekund, by zwykły spacer zamienił się w dramat człowieka lub innego zwierzęcia.
Luboń jest miastem, w którym chcemy żyć spokojnie i bezpiecznie. Dlatego potrzebujemy nie tylko skutecznych działań służb w przypadku takich incydentów, ale przede wszystkim większej odpowiedzialności samych właścicieli zwierząt. Bezpieczeństwo nie jest wymierzone przeciwko psom ani ich opiekunom. Wręcz przeciwnie, chroni wszystkich uczestników życia społecznego, także same zwierzęta.
Mam nadzieję, że opisane wydarzenia staną się impulsem do refleksji, szczególnie dla właścicieli psów dużych i określonej rasy. Nikt nie odbiera im prawa do posiadania zwierzęcia, ale wraz z tym prawem idzie również obowiązek zachowania szczególnej ostrożności. Smycz, a w uzasadnionych przypadkach również kaganiec, nie są oznaką złego traktowania psa, lecz przejawem odpowiedzialności za jego zachowanie.
Jeszcze bardziej liczę jednak na to, że będzie to moment zastanowienia dla wszystkich posiadaczy psów. O poziomie bezpieczeństwa w naszym mieście nie decydują bowiem wyłącznie przepisy czy działania służb, lecz codzienne wybory i zachowania każdego z nas. A bezpieczeństwo mieszkańców powinno być wartością nadrzędną, wokół której wszyscy potrafimy się porozumieć.
Beata Spychała
Źródło: www.gazeta-lubon.pl
Zaloguj się, aby dodać komentarz.
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!