„Znowu idzie jesień; jesień idzie, nie ma na to rady!” cytując tekst autorstwa Andrzeja Waligórskiego opracowanego muzycznie przez Olka Grotowskiego i wyśpiewany wspólnie z Małgorzatą Zwierzchowską. Przyszedł więc czas, kiedy kończą się największe plenerowe festiwale muzyczne, a koncerty wędrują „pod dach” unikając pogodowych szarug i zapewne niedługo opadów śniegu.
W tym roku w letnie miesiące poniosło nas z młodszą pociechą do warszawskiej Progresji na koncert słoweńskiego zespołu Laibach utworzonego na początku lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku w ówczesnej Jugosławii. Nie była to dla mnie pierwsza przygoda z częścią muzyczną interdyscyplinarnego kolektywu artystycznego Neue Slowenische Kunst, choć dla Michaliny była to nowość, być może nieco łagodniej przyjęta po ostatnich koncertach formacji Rammstein w Chorzowie oraz Ostendzie. Co ciekawe związki zespołu z naszym krajem są dość bliskie, a dodatkową okazją do wyprawy było obchodzone w czerwcu ćwierćwiecze odzyskania przez Słowenię niepodległości.
Przemysław Maćkowiak
Redakcja GL
Źródło: www.gazeta-lubon.pl
Zaloguj się, aby dodać komentarz.
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!