Banner
Newsy 17.08.2026 11:00 przez Redakcja 6 min czytania 56 wyświetleń

Aparat uniwersalny? Test Sony RX10 V. Co dostaniemy za 10 tys. zł?

Aparat uniwersalny? Test Sony RX10 V. Co dostaniemy za 10 tys. zł?

Szukając aparatu, zwykle wybieramy pomiędzy sprzętem ze zmiennymi obiektywami a małymi kompaktami. A co z konstrukcjami typu bridge? Miałem okazję spędzić kilka dni z nowym Sony RX10 V - sprzętem na wskroś uniwersalnym. Jak się spisał?

Sony po niemal 10 latach od premiery RX10 IV pokazało jego następcę - RX10 V. Cena robi wrażenie: ok. 10 tys. zł za aparat z jednym, niewymiennym obiektywem. Czy to nadal sensowna propozycja, czy już "zabawka" dla kolekcjonerów?

W nowym RX10 V znalazła się dobrze znana 20-megapikselowa matryca (1 cal) z zoomem 24-600 mm w ekwiwalencie pełnej klatki. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to nic innego, jak odgrzany kotlet. Ale to błędne wrażenie, bo nowy "soniacz" przeszedł solidny lifting.

To właśnie w obudowie i sterowaniu kryje się największa różnica. Sony przeniosło do RX10 V układ przycisków zbliżony do pełnoklatkowych bezlusterkowców z serii a7. W nowej generacji pojawił się joystick do przesuwania pola ostrości oraz osobny przycisk AF-ON - a więc rzeczy, których w poprzedniku brakowało. Do tego spory, wygodny uchwyt w którym mieści się dobrze znany akumulator FZ100. Przyznam, że to naprawdę wygodny do noszenia aparat - nawet bez paska.

WIDEOCzy ten obiekt to pierwszy odkryty egzoksiężyc? Jest pewien problem

Zoom w Sony RX10 V obsługuje się na dwa sposoby - pokrętłem wokół spustu migawki do szybkich, dużych skoków ogniskowej oraz pierścieniem na obiektywie. Ten drugi jest o wiele bardziej precyzyjny, więc świetnie spisuje się, jeśli tylko nieznacznie chcę dokonać korekty kadru. Brzmi to jak zbędne dublowanie funkcji, ale w praktyce obie metody świetnie się uzupełniają. Kiedy chcesz szybko przyzoomować z 24 do 600 mm - pokrętłem zrobisz to błyskawicznie. Kiedy jednak chcesz niewielkiej zmiany, pierścień reaguje bardzo precyzyjnie. To świetne rozwiązanie, kiedy potrzeba szybko oddalić kadr, aby np. odnaleźć zagubiony w locie samolot.

Prawie każdy przycisk da się przeprogramować, a niektóre można nawet powiązać z całymi zestawami ustawień. To bardzo wygodne rozwiązanie dla kogoś, kto na co dzień fotografuje statyczne kadry, a nagle musi reagować na ruch podczas robienia zdjęć.

Modernizacji doczekał się również wizjer, który jest teraz czytelniejszy (3,68 mln punktów) i ma powiększenie 0,78x. Ekran urósł do 3 cali i 1,62 mln punktów, zyskał obsługę dotykową, ale niestety wciąż odchyla się tylko w pionie. W zdjęciach portretowych (pionowych) staje się średnio użyteczny. Szkoda, że w tej nowoczesnej konstrukcji zabrakło technologii, która znacznie wpływa na to, jak się pracuje z aparatem.

Autofokus, który robi robotę

Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz odpowiedzialną za to, że RX10 V zasługuje na osobną recenzję, a nie tylko dopisek "odświeżona wersja RX10 IV", byłby to system autofokusa. Aparat dostał procesor wspierający inteligentne rozpoznanie obiektów - rozpoznaje ludzi, zwierzęta, ptaki, pojazdy, samoloty, śledząc je płynnie klatka po klatce.

Przy nieruchomych obiektach ostrość łapie się praktycznie bezbłędnie, szybko i po cichu. Prawdziwy test to jednak ruch - testy z samolotami pokazały mi, że zdecydowana większość klatek wyszła ostro. To naprawdę genialnie działający autofokus.

Szybkość i wytrzymałość

Seryjne fotografowanie robi wrażenie na papierze i sprawdza się też w praktyce: 30 klatek na sekundę z migawką elektroniczną, 10 klatek z mechaniczną. Przy szybkiej karcie można zarejestrować naprawdę całe mnóstwo klatek bez zwalniania tempa. To natomiast oznacza, że aparat sprawdzi się świetnie w rękach osób, które na co dzień zajmują się fotografią lotniczą, przyrody lub sportu. Aparat szybko łapie ostrość, a do tego "strzela" kadry w ekspresowym tempie.

Dobrze spisuje się też akumulator. Do pełna naładowany wytrzyma jakieś 600 kadrów. Wynik według mnie jest zadowalający - a fakt, że RX10 V korzysta z akumulatora FZ100 znanego ze starszych modeli, sprawia, że osoby korzystające z systemu Sony najpewniej dysponują już tymi bateriami. Nie trzeba więc inwestować w nową technologię.

Najsłabszym punktem jest jednak czas uruchamiania. Aparat "odpala się" w jakieś 3-4 sekundy. Może i to nieco czepialskie podejście, ale jeśli zależy nam na szybkim kadrze, może się okazać, że wymarzone ujęcie zmieni się podczas rozruchu RX10 V. Z drugiej strony - nawet te 4 sekundy nie są wynikiem dyskwalifikującym, a tylko takim, który w kolejnej generacji warto byłoby poprawić.

Sony RX10 V - zdjęcia (obrazy mogą być skompresowane, ale nie są modyfikowane - JPEG prosto z aparatu)

Zdjęcia Sony RX10 V - porównanie zoomów

Jakość obrazu - matryca ma swoje granice

1-calowa matryca ma swoje granice i żadna elektronika tego nie zmieni. Przy niskich czułościach obrazy są czyste i szczegółowe. Sensowna jakość utrzymuje się do ISO 800, a powyżej ISO 1600 trzeba już patrzeć na całość kadru, nie na piksele z bliska. Przy wyższych wartościach ISO warto mieć na uwadze, że "wizyta" w Lightroomie może okazać się bardzo potrzebna.

To zresztą kluczowa uwaga - JPEG-i prosto z aparatu przy wysokich czułościach nie wypadają źle, ale o wiele lepszą jakość można uzyskać po pracy nad surowymi RAW-ami. W Lightroomie (lub innym programie do wywoływania RAW) dostaniemy naprawdę dobre zdjęcie - o wiele bardziej czyste, z wyraźniejszymi kolorami i lepiej zachowanymi detalami. Podobnie jest z zakresem tonalnym - z cieni da się wyciągnąć dodatkowe informacje, choć oczywiście nie na takim poziomie, jak z większych matryc.

Sam obiektyw broni się jednak znakomicie w całym zakresie ogniskowych, także przy w pełni otwartej przysłonie.

Sony RX10 V - czy warto kupić? Opinia

Sony RX10 V to nie aparat, który jest zawsze olśniewający. To sprzęt, który jest uniwersalny, ale potrzebuje do tego, aby błyszczeć - komfortowych warunków. Kiedy więc jesteśmy w miejscu z dobrym oświetleniem, niezbyt chaotycznym tłem i dość przewidywalnym ruchem (np. lotnictwo, sport). Poza tymi miejscami RX10 V wciąż działa solidnie, ale bez fajerwerków.

Cena rzędu 10 tys. zł sprawia, że trudno polecić go bezwarunkowo wszystkim. To przecież aparat, choć uniwersalny, dość specyficzny. Jeśli fotografujesz głównie w dobrym świetle, cenisz wygodę, jaką daje jeden korpus zamiast plecaka pełnego szkieł, a do tego zależy ci na zasięgu 600 mm bez kompromisów wagowych - to naprawdę genialna propozycja w tej kategorii. Ale jeśli fotografujesz o świcie, zmierzchu - warto ochłodzić oczekiwania. Dla mnie to aparat z kategorii "tak, ale...". Trudno jednak nie podkreślić olbrzymich zalet, jakimi są bardzo szeroki zakres ogniskowych, wygodna obsługa i ergonomia, a do tego świetna jakość w sprzyjających warunkach.

Ogromny zakres ogniskowych (24-600 mm)

Świetny autofokus (szybki, precyzyjny, cichy)

Szybkie fotografowanie seryjne

Ergonomiczne body - wygodne do pracy

Dobra stabilizacja

Przydatny joystick

Jasny i czytelny wizjer

Czas uruchamiania mógłby być krótszy

Ekran wychyla się tylko w pionie

1-calowa matryca ma ograniczenia

Produktdo przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Sony. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.

Dziennikarz Wirtualnej Polski zajmujący się obszarem Technologie. W branży od 2017 r. Specjalizuje się w tematyce związanej ze smartfonami (i wszelkimi akcesoriami mobilnymi) oraz fotografią. Na co dzień podejmuje również tematykę militarną.

Grupa Wirtualna Polska

Źródło: www.benchmark.pl

Udostępnij artykuł

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!