Banner
Newsy 16.06.2026 16:30 przez Redakcja 6 min czytania 36 wyświetleń

Chcieć to móc

Chcieć to móc

O tym, jak wyglądało zarządzanie miastem na przełomie lat 70. i 80., rozmawiamy z Kazimierzem Świderskim, byłym Naczelnikiem Miasta Lubonia. Funkcja ta – dziś już nieistniejąca – łączyła zadania obecnego burmistrza i zarządcy, a jej sprawowanie przypadło na bardzo wymagający okres w historii Polski.

To rozmowa o codziennej pracy, inwestycjach i budowaniu miasta właściwie od podstaw, ale także o spotkaniach z mieszkańcami, różnych oczekiwaniach i napięciach, które pojawiły się wraz ze zmianą systemu. Z tych wspomnień wyłania się obraz Lubonia, który stopniowo przestawał być zlepkiem trzech wsi, a zaczynał funkcjonować jak jedno, spójne miasto.

Gazeta Lubońska: Jak trafił Pan do Lubonia i co sprawiło, że związał Pan z tym miastem swoje życie zawodowe?

Kazimierz Świderski: Po ukończeniu nauki w Technikum Ekonomicznym w Pile podjąłem pracę w Zakładzie Przemysłu Ziemniaczanego w Pile na stanowisku rewidenta w dziale kontroli. W 1970 nastąpiło połączenie Zakładów Ziemniaczanych z województwa poznańskiego, tj. Luboń, Piła, Wronki, Stęszew i Ujście w jedno. Powstało Wielkopolskie Przedsiębiorstwo Przemysłu Ziemniaczanego z siedzibą w Luboniu. I wtedy otrzymałem propozycję przejścia do pracy w Luboniu w dziale księgowości. Przeniosłem swoje członkostwo w Spółdzielni Mieszkaniowej w Pile do Powiatowej Spółdzielni Mieszkaniowej w Luboniu. Pracując w księgowości, przeszedłem stanowiska od księgowego przez starszego księgowego do samodzielnego księgowego. Zaproponowano mi objęcie stanowiska kierownika magazynów.

W 1972 zostałem wybranym radnym Miejskiej Rady Narodowej (MRN), a od września 1975 objąłem stanowisko inspektora Rady w Urzędzie Miejskim w Luboniu. W latach 70. zlikwidowano powiaty. Wiele środków i kompetencji przeszło do miast i gmin. W Luboniu nastąpiło znaczne ożywienie w zakresie gospodarczym miasta. MRN uchwaliła długofalowy plan rozwoju, przyjmując w nim główne kierunki. Pierwszoplanowym punktem było stworzenie ciągów komunikacyjnych w ulicach Żabikowska, Sobieskiego, Kręta – w kierunku na Puszczykowo.

Gazeta Lubońska: Został Pan naczelnikiem miasta w 1981 roku, mając zaledwie 32 lata. Jak wyglądały kulisy objęcia tej funkcji? Kazimierz Świderski: Na przełomie 1980–1981 doszło do zmiany na stanowisku Naczelnika Miasta. Wtedy miałem za sobą 8 lat działalności w Radzie w Komisji Rozwoju i 5 lat obsługi bezpośredniej w Biurze Rady. Równolegle podjąłem studia na Wydziale Prawa UAM w Poznaniu, kończąc je po 5 latach z tytułem mgr prawa administracyjnego. Będąc radnym i obsługując całą Radę i sieć 7 komitetów osiedlowych mieszkańców oraz uczestnicząc w zebraniach, poznałem dogłębnie problemy i bolączki miasta.

W marcu 1981 na sesji MRN spośród dwóch nominowanych kandydatów zostałem wybrany i uzyskałem rekomendację skierowaną do Wojewody Poznańskiego Stanisława Cozasia, z którego rąk otrzymałem nominację na stanowisko Naczelnika Miasta Lubonia z dnia 2.04.1981 r. Faktycznie byłem najmłodszym naczelnikiem w województwie.

Samo objęcie tego stanowiska bardziej wiązało się ze zmianą pokoleń. Znałem wszystkich osoby pracujące w Urzędzie Miasta oraz Zastępcę Naczelnika Miasta Włodzimierza Janickiego, który wcześniej też pracował w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego (przyp. red. Naczelnik Miasta w latach 1973–1990 był jednoosobowym organem administracji państwowej oraz organem wykonawczo-zarządzającym MRN w mieście liczącym poniżej 50 tysięcy mieszkańców).

Miejska Rada Narodowa nadała miastu herb – opracowany i podarowany przez Eugeniusza Kowalskiego, a następnie sztandar. W 1978 r. miasto zostało odznaczone Krzyżem Komandorskim Odrodzenia Polski.

Gazeta Lubońska:Jakie były najważniejsze wyzwania stojące przed Luboniem na początku lat 80.?

Kazimierz Świderski:W 1981 Luboń jako miasto funkcjonowało bardziej z nazwy. Był zlepkiem odrębnych poszczególnych wsi wchodzących w skład miasta (przyp. red. Luboń otrzymał prawa miejskie stosunkowo późno, w 1954 roku, łącząc ze sobą trzy wsie Żabikowo, Luboń i Lasek). Luboń graniczący z Poznaniem traktowany był jako wielka sypialnia Poznania.

Główne wyzwania to kontynuacja planu rozwoju miasta. Bowiem we wszystkich dziedzinach działania miasta występowały braki. Do najważniejszych planów rozwoju należało: uzbrojenie terenów w sieć wodociągową i kanalizację burzową; rozwój placówek oświatowych i budowa nowych obiektów; rozwój budownictwa mieszkaniowego (głównie Spółdzielnia Mieszkaniowa), ale i wydzielanie nowych terenów pod budownictwo jednorodzinne; rozwój sieci placówek handlowych.

Gazeta Lubońska: Jak wyglądało zarządzanie miastem w systemie rad narodowych i roli naczelnika? Kazimierz Świderski:Rada była organem uchwałodawczym, Naczelnik zaś organem wykonawczo-zarządczym. Rada uchwalała roczne plany rozwoju gospodarczo społecznego miasta. Naczelnik poza rolą reprezentacyjną na zewnątrz był wykonawcą uchwał Rady, ale też był odpowiedzialny za wiele czynności administracyjnych, m.in. za: zbieranie i ściąganie podatków, organizowanie poboru do wojska, obronę cywilną w mieście, opiekę społeczną i kolegium orzekające (przyp. red. Kolegium orzekające – były to organy orzekające w sprawach o wykroczenia, które funkcjonowały przy urzędach administracji państwowej).

Gazeta Lubońska:Na ile mieszkańcy mieli realny wpływ na decyzje lokalne w tamtym czasie?

Kazimierz Świderski: Mieszkańcy wychodzili z określonymi inicjatywami zgłaszanymi na zebraniach (7 w Luboniu) komitetów osiedlowych. Sami też podejmowali się ich realizacji. Zawsze na sesjach Rady uczestniczyli przedstawiciele poszczególnych komitetów. Rodzice ze Szkoły Podstawowej nr 1 podjęli się budowy sali gimnastycznej przy wsparciu finansowym Miasta.

Komitety osiedlowe skupiały 30-50 osób danego rejonu. Organizowały różne imprezy społeczno-kulturalne. Zarząd spotykał się raz w miesiącu, zaś z mieszkańcami odbywały się zebrania przynajmniej raz w roku. To była bardzo duża grupa działających i zaangażowanych w sprawy miasta. Komitety liczyły ok. 300 osób. Rada Miasta w tamtych latach liczyła 60 osób (przyp. red. Obecnie Rada Miasta Lubonia liczy 21 radnych). Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że przed 1990 r. działały ogniska samorządu mieszkańców.

Gazeta Lubońska: Jak układała się współpraca z mieszkańcami, organizacjami społecznymi i parafiami?

Kazimierz Świderski:Współpraca z mieszkańcami przebiegała głównie poprzez komitety osiedlowe, to tam skupiało się życie społeczno-kulturalne osiedla. Stąd też wychodziły różne inicjatywy. Organizacje społeczne prężnie działające w tamtych czasach to: Miejskie Kluby Sportowe, Szkolne Kluby Sportowe, kluby sportowe, Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, chóry, Koła Rodzinne, Polski Komitet Pomocy Społecznej. Nie tylko Komitety wychodziły z inicjatywami. Były też sytuacje, że z danej ulicy przychodziły delegacje ulicy z gotowym planem i 25% zabezpieczeniem środków.

Istniała też świetna współpraca z proboszczami, np: powiększenie cmentarza w Żabikowie. Miasto przygotowało dokumentację geodezyjno-kartograficzne z odwiertami badawczymi terenu, zaś Proboszcz wykupił teren potrzebny pod rozbudowę cmentarza. Prowadziliśmy działania w kierunku powołania Parafii pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego, a następnie budowy kościoła w Lasku. Rada podjęła w związku z tym odpowiednie uchwały.

Współpraca z siostrami Zakonu. Najpierw została wydana pozytywna opinia na rozbudowę klasztoru, a następnie pozytywna opinia na budowę ochronki. W latach 80. w klasztorze mieszkały siostry emerytki. W późniejszych latach został przeniesiony z Poznania cały Zakon wraz z Domem Generalnym Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny do Lubonia.

Beata Spychała

Źródło: www.gazeta-lubon.pl

Udostępnij artykuł

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!