Dąb posadzony w 1973 roku przez mieszkańca Lubonia i jego ojca przetrwał ponad pół wieku. Dziś jego los stał się przedmiotem sporu o to, gdzie kończy się konieczna pielęgnacja drzewa, a zaczyna jego okaleczanie. Urząd Miasta Luboń przekonuje, że prace wykonano z uwagi na bezpieczeństwo użytkowników stadionu. Jednocześnie sprawa uszkodzenia drzewa trafiła do Poznania.
Są drzewa, które są częścią miejskiego krajobrazu. Są też takie, które stają się częścią rodzinnej historii. Dąb rosnący na terenie stadionu przy ul. Rzecznej w Luboniu należy do tej drugiej kategorii. W 1973 roku posadził go Bogdan Pniewski wraz ze swoim ojcem (Andrzejem Pniewskim ułanem Wielkopolskiej Brygady Kawalerii). Bogdan miał wówczas 29 lat, jego córka Ewa – zaledwie rok. Dziś drzewo ma około 53 lat i jest niemym świadkiem kolejnych dekad życia rodziny oraz zmian, jakie zachodziły wokół stadionu.
– Ten dąb zawsze był – można streścić wspomnienia mieszkańca. Teraz jednak jego przyszłość nie jest już oczywista.
Dąb nie był jedynym drzewem, które rodzina Pniewskich posadziła w tamtym miejscu. W 1973 roku ojciec i syn posadzili także wiąz włoski. Ten drugi nie przetrwał – padł ofiarą choroby, która w tamtym czasie dotknęła wiązy w całej Polsce. Sam dąb pozostał. Co więcej, jego historia splata się z historią całego stadionu. Jak wspomina rodzina, teren wokół obiektu był kiedyś znacznie bardziej zielony. Wokół stadionu sadzono drzewa i krzewy, a z czasem powstało tam różnorodne zadrzewienie.
Była to część lokalnej, oddolnej historii tego miejsca. Sam stadion miał bowiem wyrastać z inicjatywy mieszkańców. Wcześniej były tam nieużytki, a miejscowi chcieli stworzyć boisko dla młodzieży. Wśród osób zaangażowanych w tamte działania był również Andrzej Pniewski. Z perspektywy rodziny dąb nie jest więc wyłącznie elementem zieleni miejskiej. Jest fragmentem historii miejsca, w które zaangażowali się mieszkańcy.
Właśnie dlatego Bogdan Pniewski zwrócił uwagę na sposób, w jaki drzewo jest pielęgnowane. W liście przekazanym redakcji „Gazety Lubońskiej” mieszkaniec napisał, że konary dębu są regularnie skracane, a kolejne cięcia doprowadziły – w jego ocenie – do utraty naturalnego pokroju drzewa. Szczególnie niepokojący miał być zakres ostatnich prac.
Mieszkaniec uważa, że drzewo zostało nadmiernie pozbawione korony i że sposób wykonywania cięć może mieć negatywny wpływ na jego kondycję. Jego apel jest jednoznaczny: stan dębu powinien ocenić wykwalifikowany specjalista. To właśnie ten zarzut redakcja postanowiła skonfrontować ze stanowiskiem miejskich władz.
Odpowiedź Urzędu Miasta Luboń rzuca na sprawę inne światło. Jak wyjaśnia burmistrz Małgorzata Machalska, dąb rośnie na nieruchomości nr 13/19, ark. 18, obręb Dębiec, która – co istotne – znajduje się w granicach administracyjnych Miasta Poznania. Teren stadionu pozostaje natomiast w zarządzie LOSiR sp. z o.o. To właśnie ta miejska spółka odpowiada za wykonanie prac przy drzewie. Zgodnie z przekazaną redakcji informacją, LOSiR samodzielnie zlecił i sfinansował pielęgnację.
Urząd wskazuje również, że od 2025 roku obowiązuje w Luboniu zarządzenie burmistrza dotyczące ochrony i pielęgnacji drzew miejskich. Dokument nakłada obowiązki związane z utrzymaniem zieleni również na gminne jednostki organizacyjne, w tym LOSiR. W tej historii pojawia się więc pierwszy paradoks: drzewo znajduje się na terenie Poznania, zarządza nim lubońska spółka, a o sprawie jego ewentualnego uszkodzenia administracyjnie decydować ma Poznań.
Z informacji przekazanych przez LOSiR wynika, że ostatnia pielęgnacja dębu odbyła się w grudniu 2025 roku. Prace wykonała wynajęta profesjonalna firma. Według spółki zakres cięć obejmował mniej niż 30 proc. korony drzewa. Termin prac miał również odpowiadać wymaganiom dotyczącym prowadzenia tego rodzaju zabiegów. To zasadniczo inny obraz sytuacji niż ten przedstawiony przez mieszkańca. LOSiR argumentuje, że nie chodziło o estetykę, lecz o bezpieczeństwo.
Dąb rośnie na wale przy bieżni i boisku piłkarskim. Z infrastruktury korzysta – według danych przedstawionych przez Urząd – około 100–200 osób dziennie: biegacze, piłkarze oraz dzieci i młodzież.
Według miejskich wyjaśnień w czasie gwałtownych zjawisk atmosferycznych na bieżnię i boisko spadały już gałęzie oraz konary. Drzewo znajduje się również w pobliżu ulicy Dąbrowskiego, a część jego konarów ma znajdować się w bezpośrednim sąsiedztwie linii elektroenergetycznej. To argument, którego nie można pominąć.
W przypadku drzewa rosnącego nad miejscem, gdzie codziennie przebywają ludzie, zarządca musi brać pod uwagę nie tylko jego walory przyrodnicze i krajobrazowe, lecz także ryzyko złamania konarów i ich upadku. Miasto przekonuje zatem, że prace były odpowiedzią na realne zagrożenie.
Spór nie sprowadza się jednak do pytania, czy drzewo można było przyciąć. Istotniejsze jest pytanie: czy przycięto je w sposób prawidłowy i proporcjonalny do zagrożenia? Mieszkaniec mówi o okaleczeniu drzewa. Urząd – powołując się na informacje LOSiR-u – wskazuje na profesjonalną firmę, cięcia poniżej 30 proc. korony oraz konieczność ochrony osób korzystających ze stadionu.
Na tym etapie trudno więc rozstrzygnąć spór wyłącznie na podstawie wyglądu drzewa czy relacji jednej ze stron. Potrzebna jest fachowa ocena jego stanu. I właśnie tutaj historia robi kolejny, niespodziewany zwrot.
29 lipca 2026 roku burmistrz Lubonia przekazała Prezydentowi Miasta Poznania – według właściwości – zgłoszenie dotyczące zniszczenia drzewa, które wpłynęło do lubońskiego urzędu. Powód jest formalny, ale bardzo istotny: nieruchomość, na której rośnie dąb, znajduje się w granicach administracyjnych Poznania.
To właśnie Prezydent Poznania jest właściwy w postępowaniu dotyczącym administracyjnych kar pieniężnych za uszkodzenie lub zniszczenie drzewa. Na dzień udzielenia odpowiedzi redakcji Luboń oczekiwał na zawiadomienie o wszczęciu postępowania, aby móc aktywnie uczestniczyć w sprawie. Oznacza to, że sprawa, która zaczęła się od listu mieszkańca zatroskanego o drzewo rosnące obok jego domu, może zakończyć się formalnym postępowaniem administracyjnym.
Historia tego drzewa ma jeszcze jeden wymiar. W liście Bogdan Pniewski pyta, czy troska o zieleń nie powinna oznaczać czegoś więcej niż sadzenia nowych drzew. Zwraca uwagę, że równie ważne jest zachowanie tych, które posadzili poprzednicy. To ważny głos w dyskusji o miejskiej zieleni.
Nowe nasadzenie można policzyć w raporcie. Można wskazać liczbę posadzonych drzew, powierzchnię nowych terenów zielonych czy kolejne akcje ekologiczne. Znacznie trudniej jednak zmierzyć wartość drzewa, które rośnie przez pół wieku.
Ten dąb pamięta czas, kiedy jego właściciel był młodym ojcem. Pamięta stadion w czasach, gdy jego otoczenie wyglądało inaczej. Pamięta ludzi, którzy własnymi rękami pomagali tworzyć to miejsce. Dziś jest elementem infrastruktury, przy której trzeba zapewnić bezpieczeństwo setkom użytkowników. Obie perspektywy są prawdziwe.
W tej historii nie ma prostego podziału na „dobrych” i „złych”. Po jednej stronie jest mieszkaniec, dla którego dąb jest czymś więcej niż rośliną. To drzewo posadzone wspólnie z ojcem, świadek rodzinnej historii i fragment lokalnego dziedzictwa.
Po drugiej – zarządca obiektu sportowego, który odpowiada za bezpieczeństwo ludzi korzystających z bieżni i boiska, a także za infrastrukturę znajdującą się w bezpośrednim sąsiedztwie drzewa. Jest również trzeci element: fachowa wiedza dendrologiczna, która powinna rozstrzygnąć, czy wykonane zabiegi rzeczywiście były uzasadnione, prawidłowo zaplanowane i właściwie wykonane. Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi dziś: „kto ma rację?”. Brzmi ono raczej: w jakim stanie jest dąb i czy można było jednocześnie ochronić jego zdrowie, zachować jego walory oraz zapewnić bezpieczeństwo ludzi?
Na odpowiedź trzeba jeszcze poczekać. Jeżeli postępowanie w Poznaniu zostanie wszczęte, możliwe będzie dokładniejsze wyjaśnienie okoliczności prac oraz ocena, czy doszło do uszkodzenia lub zniszczenia drzewa. Dla mieszkańców Lubonia i użytkowników stadionu równie ważna powinna być jednak niezależna ocena przyszłości samego dębu. Bo nawet jeśli cięcia były uzasadnione względami bezpieczeństwa, nie oznacza to automatycznie, że dalszy los drzewa przestaje mieć znaczenie. A jeśli natomiast zakres prac był zbyt duży, tym bardziej warto wiedzieć, czy drzewo można jeszcze skutecznie ratować i jak należy postępować z nim w przyszłości.
Historia dębu przy ul. Rzecznej pokazuje bowiem coś więcej niż jeden konflikt wokół pielęgnacji zieleni. Pokazuje, że ochrona przyrody zaczyna się nie tylko od sadzenia nowych drzew, ale również od umiejętności zadbania o te, które ktoś posadził przed nami. Ten konkretny dąb ma już ponad pół wieku. Posadził go człowiek, który dziś patrzy na niego jako na część własnego życia. I być może właśnie dlatego warto zrobić wszystko, aby zanim zapadnie ostateczny wyrok w jego sprawie, przemówiła nie emocja, lecz rzetelna ocena specjalistów.
Oprac. Beata Spychała
fot.1 Dąb rosnący przy ul. Rzecznej po zabiegach pielęgnacyjnych fot. Bogdan Pniewski
Historia pewnego drzewa
Chcę opowiedzieć historię dębu, który rośnie tuż przy moim domu. Jestem rodowitym mieszkańcem Lubonia. Tu się urodziłem, wzrastałem i w tym mieście dożyję końca moich dni. Ten dąb jest obecny w moim życiu od czasów mojej młodości. W 1973 roku posadziłem to drzewo z moim ojcem, Andrzejem Pniewskim, ułanem Wielkopolskiej Brygady Kawalerii. Moja córka Ewa miała wtedy rok.
Od tego momentu dąb cieszył moje oko, z każdym kolejnym rokiem mężniał i dawał ukojenie swoim cieniem. On zawsze był.
Ale to wspaniałe drzewo zostało skazane na powolną zagładę, śmierć w męczarniach. Co roku jego konary są bezlitośnie skracane piłami, przycinane bez wdrożenia sztuki dendrologicznej. Skutkiem tego dąb stracił całkowicie swój pokrój i straszy gołymi kikutami. Drzewo potrafi zamknąć ranę o średnicy do pięciu centymetrów, większe otwory nie zabliźniają się nigdy. Drewno gnije od środka nawet jeżeli na zewnątrz wygląda na zdrowe. Ustawa o ochronie przyrody wyznacza granicę cięcia na 30% korony, która rozwinęła się w całym okresie rozwoju drzewa. Powyżej mówimy u uszkodzeniu, w wypadku tego dębu to powyżej 50% czyli zniszczenie.
Mam pytanie do radnych naszego miasta. Jak odniosą się do tego przypadku uśmiercenia dębu w kontekście zielonej kampanii, w której nasze miasto bierze udział. Jej hasło to „Sadź zieleń – nie bądź jeleń!”. Czy to tylko jałowy frazes? Czy chęć wykazania się w raportach. Bo obojętność i brak dbałości o dorobek pokoleniowy Lubonia, również w dziedzinie przyrodniczej i ekologicznej są tu nader jaskrawe. A w myśl hasła przychodzi pokusa nazwania radnych… no właśnie…
W ramach edukacji ekologicznej dzieci szkolne powinny właśnie tworzyć mapy takich cennych drzew w naszym mieście i poznawać je. Uczyć się dbałości o zielone dziedzictwo pozostawione przez ich rodziców i dziadków.
Proszę zatem, aby nasi radni zainteresowali się losem tego dębu, rosnącego na terenie stadionu przy ulicy Rzecznej i przysłali wykwalifikowaną ekipę dendrologów dla uśmierzenia męki tego drzewa.
VII Drużyny Lubońskiej im. Hetmana Jana Karola Chodkiewicza
Harcmistrz VII Drużyny Lubońskiej im. Hetmana Jana Karola Chodkiewicza
Szanowna Pani Redaktor,
w nawiązaniu do wiadomości e-mail z dnia 5 sierpnia 2026 r. przekazuję odpowiedzi na pytania. W ubiegłym roku weszło w życie Zarządzenie Burmistrza Miasta Luboń nr 22/2025 z dnia 10 kwietnia 2025 r. w sprawie ochrony i pielęgnacji drzew miejskich oraz rozwoju terenów zieleni miejskiej w Luboniu. Dokument ten, zgodnie z § 1 ust. 3 pkt 4 nakłada obowiązek stosowania standardów związanych z utrzymaniem zieleni miejskiej między innymi na gminne jednostki organizacyjne (w tym LOSIR sp. z o.o.).
Przedmiotowe drzewo rośnie na terenie będącym w zarządzie LOSIR sp. o.o. i to ten podmiot odpowiada ściśle za wykonywanie prac przy tym drzewie. Zapotrzebowanie na przeprowadzenie prac pielęgnacyjnych zostało zgłoszone przez prezesa LOSIR sp. o.o. wiosną tego roku do tut. Urzędu, natomiast w związku z obowiązującym Zarządzeniem nr 22/2025 Burmistrza Miasta Luboń, obowiązki z niego wynikające, w tym pielęgnacja drzew spoczywa na Zarządcach nieruchomości gminnych. Tym samym spółka miejska LOSIR sp. z o.o. we własnym zakresie zleciła i zapłaciła za wykonanie prac przy drzewie. Zgodnie z informacjami przekazanymi ze Spółki LOSIR: – ostatnia pielęgnacja drzewa odbyła się w grudniu 2025 roku.
Dąb został poddany cięciu pielęgnacyjnemu przez wynajętą w tym celu profesjonalną firmę. – zakres cięć obejmował poniżej 30 % korony zgodnie z ustawą o ochronie przyrody i zachowany został termin możliwości prowadzenia prac pielęgnacyjnych przy zieleni wysokiej. – drzewo znajduje się na wale przy bieżni oraz boisku piłkarskim, z których korzysta dziennie około 100 do 200 osób – biegacze amatorzy oraz profesjonalni, piłkarze miejscowych klubów sportowych/ dzieci, młodzież oraz dorośli.
Usytuowanie drzewa nad bieżnią oraz częściowo nad boiskiem zagraża bezpieczeństwu korzystających z infrastruktury Stadionu Miejskiego oraz co bardzo istotne od strony ulicy Dąbrowskiego konary drzewa opierają się niemal o linię elektroenergetyczną. Wielokrotnie w trakcie gwałtownych zjawisk atmosferycznych na bieżnie oraz boisko spadały gałęzie i konary powodując zagrożenie zdrowia osób korzystających z obiektu przy ulicy Rzecznej.
Podobna sytuacja jest od strony ulicy Dąbrowskiego, gdzie gałęzie i konary drzewa znajdujące się nad ulicą oraz terenem przyległych posesji zagrażają pojazdom oraz przechodniom. Wobec uzasadnionej obawy, w przypadku upadku gałęzi i grubszych konarów z tego drzewa na infrastrukturę sportową, mogłoby zaistnieć zagrożenie zdrowia i życia użytkowników oraz znaczące uszkodzenia i straty materialne do zawieszenia funkcjonowania obiektu włącznie.
Burmistrz Miasta Luboń wskazuje ponadto, iż z uwagi na to, że nieruchomość nr 13/19, ark. 18, obręb Dębiec, na której rośnie przedmiotowe drzewo znajduje się w granicach administracyjnych Miasta Poznania, to właściwym w postępowaniu w sprawie naliczenia administracyjnych kar pieniężnych za uszkodzenie lub zniszczenie drzewa jest Prezydent Miasta Poznania.
W dniu 29 lipca 2026 r. Burmistrz Miasta Luboń odesłał Prezydentowi Miasta Poznania wg właściwości kompetencyjnej zgłoszenie zniszczenia drzewa, które wpłynęło do tut. Urzędu. Na dzień udzielenia niniejszej odpowiedzi, Burmistrz Miasta Luboń oczekuje na zawiadomienie o wszczęciu postępowania administracyjnego, celem czynnego udziału w przedmiotowej sprawie. Burmistrz Miasta Luboń Małgorzata Machalska
Beata Spychała
Źródło: www.gazeta-lubon.pl
Zaloguj się, aby dodać komentarz.
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!