Sprawa wyszła na jaw dopiero w połowie września, chociaż do zaginięcia przesyłki doszło jeszcze w maju. Amerykanie i Australijczycy długo ją ukrywali, choć już od miesięcy prowadzono dochodzenie. Sprawę ujawnił teraz amerykański portal "Politico", a po kilku dniach portal "Bloomberg" dodał wiele szczegółów. W reakcji wojska USA i Australii potwierdziły, że do wpadki doszło.
Wszystko zaczęło się w maju, kiedy Australijczycy wysłali do USA pakiet części zdemontowanych z F-35. Ich własne centrum serwisowe nie miało odpowiednich kompetencji i uprawnień, aby się nimi w pełni zająć. W USA miały więc przejść inspekcję w zakładach koncernu Lockheed Martin, który F-35 produkuje. Tam miała zapaść decyzja, czy nadają się jeszcze do wyremontowania, czy raczej spisania na straty i zutylizowania. W kontrolowany sposób, bo takich rzeczy na śmietnik się nie wyrzuca. Części samolotów bojowych co do zasady są objęte szczególną kontrolą na mocy restrykcyjnych amerykańskich przepisów ITAR, które ściśle regulują, w jaki sposób należy się obchodzić z bronią produkcji firm z USA eksportowaną za granicę. Sens ich istnienia jest jasny: ochrona tajemnic amerykańskiego sprzętu wojskowego i przemysłu zbrojeniowego.
W tym wypadku coś jednak zawiodło - i to bardzo. Przesyłka zawierała dwa duże elementy F-35, czyli owiewkę i drzwi komory uzbrojenia. Ten pierwszy to przezroczysta osłona kokpitu. Pozornie prosta rzecz wykonana głównie z akrylu. Jednak w przypadku samolotów w technologii stealth (czyli ograniczeniu wykrywalności przez radary), sprawa robi się skomplikowana. Owiewka większość fal radarowych przepuszcza, a wnętrze kokpitu z natury rzeczy ma wiele ostrych kątów i wystających elementów, które przy pewnych pozycjach samolotu mogą świecić się jak przysłowiowa choinka na radarach przeciwnika. Trzeba je więc zamaskować. Trudno to zrobić, zostawiając jednocześnie pilotowi swobodę i widoczność. Opracowano więc specjalne powłoki nakładane na owiewkę, które jednocześnie są przezroczyste, ale pochłaniają i w kontrolowany sposób odbijają fale radarowe. To przez nie owiewka pod pewnymi kątami patrzenia ma specyficzny metaliczny odcień. Dopracowanie tych powłok i uzyskanie odpowiedniej trwałości, jest do dzisiaj jednym z większych wyzwań programu F-35.
Drugi element to duże drzwi jednej z komór uzbrojenia znajdujących się na dole centralnej części kadłuba. W samolotach starszych generacji rakiety i bomby podwieszano pod skrzydłami i kadłubem. Jednak to prawdziwa uczta dla radarów, więc w maszynach stealth uzbrojenie jest chowane w środku. Przynajmniej kiedy mają być w tak zwanej czystej konfiguracji z maksymalnie ograniczoną wykrywalnością. Drzwi same w sobie nie są niczym szczególnym. To element mechaniczny, który ma szybko otworzyć się na kilka sekund potrzebnych do odpalenia rakiety czy zrzutu bomby, a następnie zamknąć. Są jednak pokryte specjalistyczną powłoką mającą pochłaniać fale radarowe. Podobnie jak owiewka i prawie cały kadłub. To rodzaj bardzo specyficznych farb, rozwijanych od dekad. W ramach programu F-35 miała zostać opracowana ich nowa generacja - skuteczniejsza i trwalsza niż na przykład na starszym myśliwcu F-22 Raptor czy bombowców B-2 Spirit.
Zwłaszcza z powodu tychże powłok antyradarowych obie części mogą stanowić niezwykle interesujące źródło wiedzy dla wywiadów technicznych państw spoza NATO.
Przesyłka została wysłana z Australii za pośrednictwem amerykańskiej firmy spedycyjnej UPS. Całym systemem logistycznym stojącym za F-35 zarządza Lockheed Martin i - według oświadczenia firmy - przewoźnik został wybrany zgodnie z ogólnymi wymaganiami Pentagonu dla przewozu tego rodzaju ładunków.
Samolot UPS z częściami nie poleciał jednak bezpośrednio z Australii do USA, ale wylądował najpierw w Korei Południowej. Nie wiadomo oficjalnie dlaczego. Czy był to planowany postój, czy coś innego. Tak samo nie wiadomo, dlaczego stamtąd poleciał do Hongkongu. Tam przesyłka z częściami F-35 została przejęta przez służby Chin. Nie ujawniono, czy po prostu z powodu jakichś kwestii prawnych, czy w ramach celowej operacji służb bezpieczeństwa. Niezależnie od tego w Hongkongu Chińczycy weszli w posiadanie kokpitu i drzwi komory uzbrojenia F-35.
UPS, "z nadmiernej ostrożności", miał poinformować o sprawie specjalną komórkę w Departamencie Stanu zajmującą się handlem uzbrojeniem. W czerwcu o problemie zaczęto na zamkniętych posiedzeniach informować członków Kongresu. Do dzisiaj nic konkretnego w tej sprawie miało się jednak nie zmienić. Części, jak były w Chinach, tak tam są, i żadne doniesienia prasowe nie wskazują, aby władze Australii lub USA miały pojęcie, co się z nimi dzieje.
Amerykanie oficjalnie wydali jedynie bardzo zdawkowe komunikaty przyznające, że do zdarzenia doszło, trwa jego wyjaśnianie i starania o odzyskanie części. Australijski minister obrony Richard Marles stwierdził z kolei, że według jego wiedzy siły zbrojne jego kraju zrobiły wszystko zgodnie z zasadami programu F-35. Dodatkowo, jego zdaniem, zaginione części nie były "wrażliwymi", ale nie chciał wyjaśnić, co miał na myśli i zasugerował, by pytać o szczegóły koncern Lockheed Martin.
Nie ulega wątpliwości, że owiewka i drzwi komory uzbrojenia nie są tak tajnymi i wrażliwymi elementami F-35, jak na przykład różne jego podzespoły elektroniczne czy oprogramowanie. Wiadomo także, że Chińczycy wiele wiedzą na temat tej maszyny, bo jak od lat przyznają sami Amerykanie, była ona szczególnym obiektem zainteresowania wywiadu Chin.
Hakerzy mieli na przykład z powodzeniem wykraść niesprecyzowane "plany" F-35 i części jego oprogramowania. Według danych wykradzionych i ujawnionych przez Edwarda Snowdena, w ocenie kontrwywiadu USA, Chińczycy pozyskali "terabajty" danych dotyczących samolotu. Nie mieli jednak nigdy możliwości swobodnego zbadania maszyny. Choć na pewno dokładnie ją obejrzeli i obfotografowali na pokazach lotniczych. Teraz mogą na spokojnie zbadać jego dwa elementy.
Nie uczyni to F-35 nieprzydatnymi ani najpewniej nie da Chińczykom wiedzy pozwalającej rewolucyjnie ulepszyć ich własne samoloty 5. generacji. Program ich rozwoju i budowy jest już bardzo duży oraz zaawansowany. Jednak mogą nauczyć się czegoś interesującego na temat materiałów oraz technologii użytych do produkcji F-35. Może to pozwolić im na ulepszenie własnych rozwiązań i doprecyzowanie wiedzy na temat możliwości amerykańskiej maszyny. To z kolei może się przełożyć na przykład na konstrukcję radarów skonfigurowanych do wykrywania samolotów stealth.
Nie można wykluczyć, że za jakiś czas dowiemy się, iż była to specjalna operacja chińskiego wywiadu. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy mocarstwa kreatywnie podkradają sobie całe egzemplarze lub części uzbrojenia. Na przykład w 1967 roku niemiecki współpracownik KGB zdołał wykraść z bazy lotniczej Luftwaffe w Neuburg całą amerykańską rakietę powietrze-powietrze AIM-9 Sidewinder. Następnie, już rozmontowaną, wysłał w skrzyni pocztą lotniczą do Moskwy. W 1959 roku CIA na 24 godziny "pożyczyło" radziecką sondę księżycową Łuna, którą obwożono po świecie w ramach wystawy radzieckich technologii.
W podzielonych Niemczech przez całą zimną wojnę trwał festiwal skrytego podkradania i szpiegowania technologii wojskowych przez członków specjalnych misji łącznikowych. Uzgodniono je tuż po II wojnie światowej, dając prawo Francji, Wielkiej Brytanii, USA oraz ZSRR do wysyłania niewielkich patroli obserwacyjnych do wszystkich stref okupacyjnych. Kiedy te zmieniły się w RFN i NRD, a zimna wojna stała się faktem, misje łącznikowe zyskały zupełnie inny wymiar. Wspomnienia ich uczestników to gotowe scenariusze na filmy sensacyjne. Włącznie z włamywaniem się do baz czy składów przeciwnika celem pobierania próbek pancerza czołgów, fotografowania ich wnętrza i temu podobnych. Informacje na ten temat wyszły na jaw dopiero lata po zakończeniu zimnej wojny.
Można być pewnym, że aktualnie trwają podobne operacje. Choć akurat Rosjanie bardzo ułatwili Amerykanom sprawę, dokonując agresji na Ukrainę i w pierwszej fazie wojny zostawiając za sobą nawet najnowocześniejszy sprzęt. Między Amerykanami a Chińczykami zmagania muszą być bardziej wyrównane i odbywać się w cieniu.
Źródło: wiadomosci.gazeta.pl
Zaloguj się, aby dodać komentarz.
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!